chcecie wiedziec skad wziely sie statki w moim zyciu?? ... prawde mowiac, to byl przypadek - ogloszenie w gazecie. W tym czasie mieszkalam w Gdynii ... bo uwierzcie mi ,gdy ukonczylam szkole srednia,bardzo trudno bylo zastac mnie w domu... zawsze gdzies mnie ponosilo:) W Gdyni mieszkalam ,wtedy juz od 6miesiecy - pracowalam w barze, poznalam swietne dziewczyny ... i wpadlo mi to ogloszenie w rece-tak poprostu,wczesniej oczywiscie rozgladalam sie za takimi ale ...wiedzialam,ze nie mam przeciez morskiej szkoly -marzylam o tym ale sadzilam,ze o blekitnych oceanach moge zapomniec.... gdy wiec znalazlam to ogloszenie,nie robilam sobie zbytnich nadziei- nastepnie przeprowadzono ze mna3 rozmowy po angielsku-gdzie zawsze udawalo mi sie je jakos(cudem) przejsc:) Caly ten wyjazd oczywiscie zalatwialam za plecami mamy-bo wiedzialam co ona powie,"COS TY ZNOW WYMYSLIŁA,W JEDNYM MIEJSCU USIEDZIEC NIE MOZESSZ!!!!!!!!!!" i tak wlasnie bylo...te slowa uslyszalam... ja to jestem przewidywalna:)
Najnowsze Wpisy
Nie moge uwierzyc,ze ponowna proba wyjazdu do pracy ...nie powiodla sie ...Juz mam tego totalnie dosc...Nie pisze tu o powrocie na statek,bo wreszcie chce osiasc na ladzie...przez ten jednak czas jaki plywalam stracilam duzo kontaktow,z ludzmi,ktorzy teraz juz sa w innych krajach Europy jak:anglia,irlandia...tez probuje tam wyjechac... i konczy sie to na niczym... powodem,dlaczego chce zostawic statki,to zmiana statku-przeniesiono mnie na inny...wyrolowano mnie.. mialam zostac przeniesiona do baru,ale jak nie dasz...to nie masz...po prostu mam dosc...ide sie chyba napic...papa
!NOTKA!
Mozecie spytac: dlaczego plakalam??
powod jest bardzo prosty,a tym bardziej-bardzo skaplikowany...... mowie o tesknocie.... to uczucie - w tej "blaszanej puszce", doskwiera ci najbardziej... czasami gdy rozmawiam z ludzmi-tu w polsce , (a uwierzcie mi ze nie chetnie o tym rozmawiam!), uwarzaja,ze przesadzam...bo skoro jestem na karaibach-to nie ma sie czasu myslec o domu! i to jest najczestrze co slysze,...ludzie nie rozumieja,ze moznacieszyc sie przez pierwsze 2 -3 miesiace...a pozniej ,gdy jestes co tydzien w tych samych miejscach...masz po prostu tego dosc!!!Nigdy nie zaleczysz tesknoty...i uwierzcie mi,ze czasami gdy bylam tam...bylam bliska bardzo bliska,rzucenia tego i powrotu do domu...ale wiadomo,konsekwencje zawsze jakies sa...a zemialam tam swych przyjaciol-pomagali mi jak tylko mogli pozbierac sie...czasami gdy bylojuz tak naprwde zle,pilismy jakis alkohol...i pomagalo....plakalam,a oni siedzieli i sluchali moich przeklenstw i wszystko co mysle o tej robocie... Aby przetrwac,potrzebujesz miec ,bliskie ci osoby...
chocbys nie wiem jak walczyl W POJEDYNKE -skazany jestes na przegrana.....
!NOTKA3!
Na moim statku,jest w sumie 3500 tysiaca ludzi(lacznie z obsluga).Nasza wioska to ludzie o roznej kulturze,roznej relidze,oraz ...co jest najbardziej bulwersujace co dla niektorych - o roznym kolorze skory...Uwierzcie mi ,ze pierwszym razem gdy weszlam na statek...chcialam uciekac,gdzie pieprz rosnie...bylo tam bardzo"ciemno"! czulam sie jak murzyn w srod bialaych:to sie wydaje smieszne,ale nie bylo... do tego mooj angielski,ktory wynioslam ze szkoly...czyli wiedza-jak powiedziec-jak mam na imie,i z kad jestem... do tej pory kiedy rozmawiam ze swymi kumplami,wciaz sie z tego smiejemy...to bylo poprostu tragiczne:)haha
Uwierzcie mi,zepoznalam tam strasznie fajnych ludzi,nie wazny jest kolor skory czy religia...jesli-ktos jest twoim dobrym duszkiem,nie zauwaza sie takich szczegolow... moi najblizsi,moj "DRUGA RODZINKA"jaka pozostawilam tam,to mieszanka ludzi z roznych krancow swiata...Vicky-z Indii,Runa- z Indonezji,Christian z Filipin,Kit-z Tabago...i wielu innych .... to onipomogli mi przetrwac3kontrakty,zawsze moglam isc wyplakac sie w ramie....a uwierzcie mi tam czesto zdarzalo mi sie plakac...
!NOTKA2!
czesc moze tym razem ,wreszcie dokoncze swa historie!!
Tak wiec jak juz wiecie pracuje na statku pasazerskim, nie wiem czy pisalam juz o tym i nawet nie sprawdze... Mozna mowic ze,praca jest ciezka,ze nie ma czasu na odpoczynek...wcale tak nie jest... oczywiscie wszyscy tam jada dla zarobku,i jak tylko mozna dorobic-pomagajac w pracy komus innemu,robimy to...Sa tam rozne pozycje a co z tym idzie rozne pieniadze...jednak w tej naszej malej wiosce-jak ja to nazywam,staramy nie patrzec sie na to...oczywiscie sa i wyjatki..ktore panosza sie jak by -kija polknely...ale najczesciej poprostu sie na takich ludzi nie zwraca uwagi....tam chodzi o przetrwanie 7-8 miesiecznego kontraktu ,a nie denerwowanie sie z powodu jakichs idiotow...

